Świątynia, ofiary i śpiew: kontekst liturgiczny Psalmów w czasach Starego Testamentu

0
10
Rate this post

Z tego tekstu dowiesz się...

Psalm jako modlitwa świątyni, nie tylko „prywatny dziennik”

„Tehillim” – pieśni pochwały wspólnoty Izraela

Księga Psalmów w Biblii hebrajskiej nosi nazwę Tehillim, czyli „pieśni pochwały”. Już samo to określenie sugeruje formę głośnego, wspólnotowego śpiewu, a nie wyłącznie cichej, prywatnej lektury. Psalmy były tekstami używanymi: recytowanymi, śpiewanymi, odgrywanymi w konkretnych momentach liturgii świątynnej, podczas świąt, procesji i zebrania ludu.

Choć część z nich ma wyraźnie osobisty charakter („Z otchłani wołam do Ciebie, Panie” – Ps 130), to większość zawiera zwroty, które zakładają obecność zgromadzenia: „Głoście Jego chwałę w zgromadzeniu wiernych!” (Ps 149,1), „Wsławiajcie Pana ze mną, imię Jego wspólnie wywyższajmy!” (Ps 34,4). Tego typu wezwania nie mają sensu w czysto indywidualnym kontekście; pasują natomiast do dziedzińców świątyni pełnych pielgrzymów, kapłanów i lewitów.

Psalmy są więc jak śpiewnik starożytnego Izraela, który łączył różne gatunki: hymny pochwalne, lamentacje, dziękczynienia, psalmy królewskie i mądrościowe. Każdy z tych gatunków posiadał swoje miejsce w cyklu nabożeństw, przy ofiarach, w czasie intronizacji króla czy świąt pielgrzymkowych.

Mit „prywatnej modlitewniczki Dawida” a nagłówki i formuły liturgiczne

Popularne wyobrażenie psalmów jako intymnego dziennika duchowego Dawida tylko częściowo pokrywa się z realiami. Owszem, część tekstów jest przypisana Dawidowi, a w nich pojawia się bardzo osobisty ton. Jednak nawet te psalmy często mają nagłówki o liturgicznym charakterze: „Dla mistrza chóru” (hebr. lemnacach), „na Gittit”, „pieśń pouczająca” itd.

Nagłówki zawierają także informacje o tym, komu przypisać wykonanie lub tradycję muzyczną: „Psalm. Pieśń. Dla synów Koracha”, „Psalm Asafa”. To wskazuje na rody lewickich śpiewaków posługujących w świątyni, a nie na prywatne „zapiski w notesie”. Wielu badaczy uważa, że osobiste doświadczenia Dawida, Asafa czy synów Koracha stały się modelem modlitwy dla wspólnoty, a nie tylko opisem ich życia.

W nagłówkach znajdują się także instrukcje typu „pieśń stopni” (psalmy pielgrzymkowe, Ps 120–134), które najprawdopodobniej wskazywały na konkretne zastosowanie w drodze do Jerozolimy lub przy wchodzeniu na stopnie świątyni. To wszystko tworzy obraz Psalmów jako liturgicznego narzędzia, które z czasem przeniknęło do prywatnej pobożności – a nie odwrotnie.

Mit vs rzeczywistość: psalmy nie są pamiętnikiem, który później ktoś „przypadkiem” zaczął śpiewać w świątyni. Raczej odwrotnie: teksty osnute wokół osobistego doświadczenia zostały włączone od razu w praktykę wspólnotową i przez nią kształtowane.

Podwójny adresat: jednostka i lud Izraela

Wiele psalmów łączy w sobie dwie perspektywy: „ja” i „my”. Przykładowo Ps 22 zaczyna się bardzo osobistym wołaniem: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?”, ale przechodzi w szerszy wymiar: „Będę głosił imię Twoje moim braciom, będę Cię chwalił pośród zgromadzenia” (Ps 22,23). Świadczy to o tym, że modlitwa jednostki miała być usłyszana i przyjęta przez zgromadzenie oraz włączona w jego liturgiczny śpiew.

To napięcie między doświadczeniem pojedynczego człowieka a losem całego narodu jest typowe dla Psalmów. Pojawiają się tam skargi „ja” prześladującego wroga, a zarazem psalmy, które wyraźnie mówią o Izraelu jako całości („Wyprowadził lud swój radośnie” – Ps 105,43). Liturgia świątynna sprawiała, że pojedyncze dramaty i radości nabierały szerszego sensu – stawały się częścią historii zbawienia całego ludu.

Dla współczesnego czytelnika ma to praktyczne konsekwencje. Korzystając z Psalmów jako prywatnej modlitwy, łatwo przegapić kultowy, wspólnotowy wymiar. Tymczasem wiele obrazów – dziedzińce, ofiary, kapłani, śpiewacy – nabiera pełnego znaczenia dopiero wtedy, gdy wyobrazi się zgromadzenie w świątyni, a nie samotną osobę z zwojem pergaminu.

Jak czytać psalmy „uszyma świątyni” – krótka checklista

Do lektury Psalmów w kontekście liturgicznym pomaga kilka prostych pytań:

  • Czy w tekście pojawia się wezwanie do zgromadzenia, Syjonu, Izraela, kapłanów, lewitów?
  • Czy są wzmianki o ofiarach, ołtarzu, dziedzińcach, świętym przybytku, bramach Pana?
  • Czy nagłówek sugeruje funkcję muzyczną: „dla mistrza chóru”, „pieśń stopni”, „na fletach”?
  • Czy struktura psalmu przypomina dialog (wezwanie – odpowiedź, refren powtarzany kilka razy)?
  • Czy pojawiają się określone momenty dnia: rano, wieczór, nocne czuwanie?

Im więcej odpowiedzi twierdzących, tym większe prawdopodobieństwo, że ma się do czynienia z tekstem głęboko zakorzenionym w świątynnej liturgii, nawet jeśli towarzyszy mu bardzo osobisty ton.

Świątynia jako centrum: od przybytku na pustyni do świątyni jerozolimskiej

Od namiotu spotkania do świątyni Salomona

Kontekst liturgiczny Psalmów zaczyna się jeszcze przed zbudowaniem świątyni Salomona. W Torze opisany jest przybytek, czyli namiot spotkania, który towarzyszył Izraelowi na pustyni. To tam składano ofiary, tam Mojżesz i kapłani sprawowali kult. Chociaż w czasach wędrówki psalmy w obecnym kształcie jeszcze nie istniały, to wzorce kultu i symbolika przybytku stały się fundamentem późniejszej liturgii świątynnej.

Po osiedleniu w ziemi obiecanej kult koncentrował się w różnych miejscach (Szilo, Gibeon, inne sanktuaria), aż do momentu, w którym Dawid przeniósł Arkę Przymierza do Jerozolimy. To wydarzenie miało wielkie znaczenie teologiczne i polityczne. Miasto Dawidowe stało się centrum nie tylko administracyjnym, ale także religijnym, co jest mocno obecne w psalmach – szczególnie w tzw. Psalmach Syjonu.

Świątynia Salomona była rozwinięciem wzoru przybytku: dziedzińce, miejsce święte, miejsce najświętsze. Ofiary, procesje, muzyka – wszystko to znalazło swoje miejsce w rozbudowanej strukturze. Patrząc na Psalmy, widać odwołania do tej architektury i rytmu kultu: „Pragnący są dziedzińców Pana” (Ps 84), „Wejdźcie w bramy Jego z dziękczynieniem” (Ps 100).

Świątynia po powrocie z niewoli i jej echo w Psalmach

Zburzenie świątyni w 586 r. przed Chr. było wstrząsem teologicznym. Psalmy powstające w czasie i po wygnaniu (np. Ps 74, 79, 137) pokazują ból z powodu zniszczenia świątyni i tęsknotę za Syjonem. Jednocześnie pojawia się nowe rozumienie obecności Boga: „Niebo jest tronem moim, a ziemia podnóżkiem nóg moich” – Bóg nie jest zamknięty w jednym budynku, choć Jerozolima pozostaje miejscem szczególnym.

Po powrocie z wygnania odbudowana świątynia (tzw. Druga Świątynia) nie miała już takiej wspaniałości jak świątynia Salomona, ale stała się na nowo centrum kultu. Psalmy w czasach Drugiej Świątyni były nadal wykonywane, a być może część z nich dopiero wtedy uzyskała ostateczny kształt lub została skomponowana. Motywy liturgiczne nie znikają, lecz są odczytywane w świetle doświadczenia sądu Bożego i odnowy.

Mit, że po wygnaniu wszystko „przeniosło się” do prywatnej modlitwy, jest uproszczeniem. W rzeczywistości Biblia pokazuje równoległy rozwój: nadal silne przywiązanie do świątyni oraz rosnącą wagę modlitwy, postu, lektury Prawa i zgromadzeń poza świątynią (zaczątki tradycji synagogalnej). Psalmy żyją w obu tych środowiskach.

Syjon, bramy Pana i geografia modlitwy

Świątynia w Jerozolimie nie była tylko „kościołem parafialnym” dla lokalnej społeczności. W myśleniu biblijnym była osią świata, miejscem, w którym niebo dotyka ziemi. Stąd częste w psalmach określenia: „góra Pana”, „Syjon”, „miasto Boga”, „przybytek Najwyższego”. Te obrazy mają zarówno wymiar geograficzny (konkretnie Jerozolima), jak i teologiczny (miejsce przymierza, obecności, błogosławieństwa).

W Psalmach Syjonu (np. Ps 46, 48, 84, 122) pojawiają się bardzo plastyczne opisy pielgrzymowania: lud wchodzi w bramy, przechodzi przez dziedzińce, staje przed świątynią. Modlący się zwracają się „ku świątyni” (jak Daniel w Babilonie otwierający okna w kierunku Jerozolimy) – nawet gdy fizycznie są daleko.

Te obrazy tworzą swoistą „geografię modlitwy”: wejście w bramy, przebywanie na dziedzińcach, zbliżanie się do świętego miejsca, a wreszcie wyjście z błogosławieństwem. Nawet dzisiaj, czytając psalmy w zupełnie innym kontekście, można w wyobraźni przejść tę drogę – od progu świątyni aż po wewnętrzny dziedziniec.

Zburzenie świątyni a trwanie języka Syjonu

Nawet po zburzeniu świątyni język Psalmów nie rezygnuje z Jerozolimy jako centrum. Psalm 137 („Nad rzekami Babilonu”) pokazuje dramat niewoli, ale jednocześnie zapowiada: „Jeżeli zapomnę o tobie, Jeruzalem, niech uschnie moja prawica!” (Ps 137,5). Syjon utrzymuje status punktu odniesienia, nawet jeżeli ofiary i śpiew nie mogą być tam sprawowane.

To napięcie ma znaczenie również dziś. Współczesny czytelnik może mieć wrażenie, że na skutek zburzenia świątyni „liturgia się skończyła”, a psalmy stały się tylko tekstem duchowym. Tymczasem biblijny przekaz sugeruje trwającą pamięć liturgii, która inspiruje nowe formy modlitwy. Nawet gdy fizyczny ołtarz jest niedostępny, Bóg słucha słów skierowanych „ku Jerozolimie”.

Struktura świątynnej służby: kapłani, lewici i śpiewacy

Kapłani przy ołtarzu, lewici przy muzyce

Kult świątynny w Jerozolimie był precyzyjnie zorganizowany. Kapłani (kohanim), potomkowie Aarona, byli odpowiedzialni za składanie ofiar, obsługę ołtarza, kadzidła, błogosławieństwo ludu. Lewici – inna gałąź pokolenia Lewiego – pełnili funkcje pomocnicze: straż świątynna, obsługa sprzętów, ale także, co kluczowe dla Psalmów, służba muzyczna.

W księgach Kronik znajdują się opisy ustanowienia chórów lewickich, podziału na zmiany, przydziału instrumentów. Muzyka nie była kwestią „kto ma ochotę, ten śpiewa”. Istniała struktura, wyznaczeni śpiewacy, tradycje rodzinne przekazujące zarówno repertuar, jak i sposób wykonania.

Ten podział ról tłumaczy, dlaczego w Psalmach pojawiają się nagłówki przypisujące utwory „Asafowi”, „synom Koracha” czy „Hemanowi”. Nie chodzi jedynie o autorstwo literackie, ale o tradycję wykonawczą – rody, które specjalizowały się w określonych typach śpiewu czy muzyki.

Rody muzyczne: Asaf, synowie Koracha, Heman

W nagłówkach Psalmów często spotykamy imiona, które dla współczesnego czytelnika niewiele mówią, ale dla starożytnego Izraelity były jasnym odnośnikiem liturgicznym.

  • Asaf – lewita, śpiewak ustanowiony przez Dawida (1 Krn 6; 15–16). Psalmy przypisane Asafowi (Ps 73–83) poruszają często tematykę sądu, dziejów Izraela, kryzysu zaufania. Możliwe, że rodzina Asafa miała specyficzną tradycję muzyczną i teologiczną, rozpoznawalną w świątyni.
  • Synowie Koracha – potomkowie lewity Koracha, który zbuntował się przeciw Mojżeszowi (Lb 16), ale część jego rodu została zachowana i przeznaczona do służby śpiewaczej. Psalmy sygnowane tym tytułem (np. Ps 42–49; 84–85; 87–88) są bogate w obrazy Syjonu, tęsknotę za świątynią, motywy pielgrzymkowe.
  • Heman – mędrzec i śpiewak, wymieniany w 1 Krn 6; 15, jako jeden z głównych muzyków Dawida. Psalm 88, jeden z najbardziej mrocznych lamentów w Księdze, jest przypisany Hemanowi Ezrachicie.

Te nagłówki bywają dziś traktowane jak mało znaczące przypisy. Tymczasem dla starożytnego Izraelity były czymś w rodzaju „etykiety liturgicznej”: mówiły, kto ma dany psalm wykonać, w jakim stylu, a nierzadko także – w jakim kontekście świątecznym. Mit, że psalmy to wyłącznie spontaniczne wylanie serca pojedynczego autora, rozmija się z obrazem Biblii. Emocja jest autentyczna, ale oprawiona w konkretną tradycję muzyczną, przekazywaną z pokolenia na pokolenie.

Takie rody śpiewacze działały podobnie jak dzisiejsze schole czy chóry katedralne, tylko w znacznie bardziej scentralizowany sposób. Ktoś, kto przychodził do świątyni w Jerozolimie, rozpoznawał brzmienie „Asafitów” czy „synów Koracha” tak, jak bywalec katedry rozpoznaje charakterystyczny styl miejscowego chóru. To nie była anonimowa muzyka tła, lecz rozpoznawalne głosy konkretnych rodzin, związanych z określonymi tekstami, melodiami i teologią.

W praktyce liturgicznej oznaczało to, że niektóre psalmy były mocniej kojarzone z sądem i historią Izraela, inne – z pielgrzymką, jeszcze inne – z żałobą czy osobistym lamentem. Człowiek stojący na dziedzińcu, słysząc początek znanego utworu „synów Koracha”, od razu wiedział, w jaką modlitwę wchodzi. Dzisiejszy czytelnik ma tylko sam tekst, ale dawny uczestnik liturgii „słyszał” całe muzyczne i rodzinne zaplecze.

Mit, że starotestamentalny kult był jednolity i sztywny, również nie wytrzymuje konfrontacji z tym obrazem. W świątyni istniała przestrzeń dla różnych „szkół” muzycznych, dla zróżnicowanych akcentów duchowych – choć wszystko mieściło się w ramach jednego kultu JHWH. Dlatego Księga Psalmów jest tak różnorodna, a jednocześnie tworzy spójną całość: łączy w jednym śpiewniku głosy różnych rodów, okresów i doświadczeń, skupione wokół tego samego Boga i tej samej świątyni.

Dla współczesnego odbiorcy, który modli się psalmami w zupełnie innym świecie, ten kontekst świątyni, ofiar i śpiewu nie jest tylko historyczną ciekawostką. Pokazuje, że modlitwa biblijna wyrasta z bardzo konkretnego miejsca, czasu i wspólnoty – a mimo to potrafi przekroczyć własne ramy, przetrwać zburzenie świątyni, zmianę języka i kultury. Kto sięga po psalmy dzisiaj, włącza się w ten sam nurt: nie stoi już na dziedzińcach Jerozolimy, ale modli się słowami, które tam właśnie zabrzmiały po raz pierwszy.

Kamienny kompleks Świątyni Słońca w Konarku w Indiach
Źródło: Pexels | Autor: Rahul Pandit

Instrumenty w służbie świątyni: dźwięk jako ofiara

Muzyka świątynna nie ograniczała się do śpiewu. Psalmy wielokrotnie przywołują konkretne instrumenty: harfy, cytry, trąby, bębny, cymbały. To nie są poetyckie ozdobniki, lecz odwołanie do realnego krajobrazu dźwiękowego świątyni. Gdy psalmista nawołuje: „Chwalcie Go na dźwięcznych cymbałach, chwalcie Go na cymbałach brzęczących!” (Ps 150,5), słuchacze wiedzą, jak to brzmi – słyszeli to na dziedzińcu.

Mit, że starotestamentalna liturgia była ascetycznie „cicha” i wyłącznie recytowana, przegrywa z opisami biblijnymi. Kult w świątyni był głośny, rytmiczny, odczuwalny całym ciałem: dźwięk trąb z brązu, śpiew wielu głosów, szmer pielgrzymów, odgłosy składanych ofiar. Psalmy są echem tego doświadczenia.

Nagłówki muzyczne: „na oktawę”, „na smyczki”, „na flautę”

Część nagłówków psalmów zawiera tajemnicze dla współczesnego czytelnika wzmianki: „dla mistrza chóru. Na ha-nechiloth”, „na smyczki”, „na oktawę”. Egzegeza nie zawsze potrafi dokładnie ustalić, jaki instrument czy skala kryje się pod każdym terminem, ale jedno jest jasne: psalm jest od razu oznaczony pod względem wykonawczym.

Wyrażenia takie jak:

  • lemenaceach – dla przewodnika chóru, kierownika muzycznego,
  • binnginot, binneginot – z towarzyszeniem instrumentów strunowych,
  • al-haszszeminit – „na oktawę”, prawdopodobnie wskazanie rejestru lub stroju,
  • al-haggittit – możliwe odniesienie do gatunku melodii lub instrumentu pochodzącego z Gat,

pokazują, że psalm funkcjonował jako „partytura” – słowa splecione z konkretną oprawą muzyczną. Dla lewitów i świątynnych śpiewaków nie był to zbiór samych tekstów, lecz żywy repertuar. Dzisiejszy czytelnik widzi tylko „szkielet” – zapis słowny, z którego wyparowała oryginalna melodia.

Trąby, harfy i cymbały: różne role brzmień

Instrumenty nie były dowolnie wymienialne. Trąby (szofary lub metalowe trąby) oznaczały często momenty przełomowe: rozpoczęcie święta, wezwanie zgromadzenia, ogłoszenie roku jubileuszowego. Harfy i cytry nadawały śpiewom charakter liryczny, refleksyjny, choć potrafiły również towarzyszyć radosnej procesji. Bębny i tamburyny pojawiały się w kontekście tańca i świętowania (por. Ps 149,3; 150,4).

Rzeczywistość odbiega tu od kolejnego współczesnego wyobrażenia, że „poważna” modlitwa musi być odarta z rytmu i ruchu. W Biblii taniec, instrumenty perkusyjne i mocne brzmienie trąb funkcjonują jako pełnoprawna forma uwielbienia. Odrzucenie ich jako z definicji „niestosownych” jest raczej produktem późniejszych wrażliwości niż odczytaniem starotestamentalnego wzorca.

Psalmy w rytmie roku liturgicznego i świąt

Księga Psalmów była związana z całością życia świątyni, ale niektóre utwory miały szczególnie wyraźne powiązania z konkretnymi świętami czy okresami. Ślad tej praktyki pozostał w tradycjach żydowskich i chrześcijańskich, gdzie pewne psalmy niemal automatycznie kojarzą się z Paschą, Świętem Namiotów czy Nowym Rokiem.

Psalmy „Królestwa Pana” a święta królewskie

Grupa psalmów mówiących: „Pan króluje” (np. Ps 93; 95–99) bywa kojarzona ze świętami, w których szczególnie uroczyście ogłaszano królowanie JHWH nad światem. Choć Biblia nie opisuje szczegółowo takiego „święta intronizacji Boga”, w wielu tradycjach żydowskich psalmy te czytane są w kontekście Rosz Haszana i Jom Kippur – czasu sądu, pamięci o stworzeniu i uznania Boga jako Króla.

Teksty te mogły towarzyszyć procesjom, w których niesiono Arkę lub znaki obecności Bożej, śpiewając: „Pan jest królem, odział się w majestat” (Ps 93,1). Psałterz zachował więc wspomnienia świątecznych celebracji, w których liturgia świątynna miała charakter niemal „państwowy”, a jednocześnie głęboko religijny: ogłaszano, że prawdziwym Królem Izraela i narodów jest JHWH.

Hallele: psalmy śpiewane w święta pielgrzymkowe

Psalmy 113–118 tworzą tzw. „Hallel egipski”, używany w żydowskiej tradycji do dziś w czasie Paschy i innych świąt. Już w starożytnym Izraelu mogły stanowić zestaw tekstów śpiewanych przez pielgrzymów i w samej świątyni podczas ofiar paschalnych i świąt pielgrzymkowych (Pascha, Pięćdziesiątnica, Namioty).

Te psalmy łączą wyjście z Egiptu, wdzięczność za wybawienie, wiarę w pomoc Boga i radosne dziękczynienie po przebyciu drogi: „Wysławiajcie Pana, bo jest dobry, bo na wieki trwa Jego łaska!” (Ps 118,1). Liturgia Paschy w czasach świątyni nie była jedynie domowym rytuałem; miała silny komponent świątynny, a psalmy stanowiły jego śpiewane serce.

Psalmy stopni: śpiew na drodze do świątyni

Psalmy 120–134 noszą wspólny tytuł „Pieśni stopni” lub „Pieśni wstępowań”. Najprostsze wyjaśnienie: były śpiewane przez pielgrzymów zdążających do Jerozolimy, która leżała „wyżej” niż większość okolicznych terenów. Pielgrzymi dosłownie „wstępowali” na górę Pana, a w sensie symbolicznym – ku Bogu.

Wyobrażenie, że były to jedynie prywatne modlitwy podróżnych, jest zbyt wąskie. Część z nich mogła być wykonywana także przez chór lewicki w momencie, gdy pielgrzymi wchodzili na dziedzińce, „przechodzili przez bramy” i zbliżali się do samej świątyni. Teksty takie jak Ps 122 („Uradowałem się, gdy mi powiedziano: «Pójdziemy do domu Pana!»”) nabierają pełnego sensu, gdy słyszy się w nich echo kroków tłumu wspinającego się po kamiennych schodach.

Ofiary i psalmy: słowo obok dymu

Ofiara całopalna, ofiara dziękczynna i ofiara za grzech

System ofiarniczy Izraela był zróżnicowany: istniały ofiary całopalne, w których całe zwierzę spalano na ołtarzu; ofiary biesiadne (szelamim), połączone z ucztą; ofiary przebłagalne za grzech. Psalmy odwołują się do tych praktyk, ale rzadko je opisują technicznie – bardziej interesuje je sens duchowy.

Gdy psalmista mówi: „Złożę Ci ofiarę pochwalną” (Ps 116,17), nie przeciwstawia jeszcze całkowicie „ofiary słownej” ofierze zwierzęcej. Bardziej poszerza ujęcie: dym z ołtarza i dziękczynny śpiew należą do jednej liturgii. Zapach spalanej ofiary i głos modlącego się przenikają się na dziedzińcu świątyni – to ta sama odpowiedź człowieka na wierność Boga.

Psalmy pokutne a ofiary za grzech

Szczególnie wyraźne jest to w tzw. psalmach pokutnych, zwłaszcza w Ps 51. Dawid (lub późniejszy modlący się korzystający z tej modlitwy) przychodzi z poczuciem winy, odwołuje się do Bożego miłosierdzia, a jednocześnie wie, że istnieją w Prawie precyzyjne ofiary za grzech. A jednak modlitwa idzie krok dalej: „Ofiarą dla Boga jest duch skruszony; sercem skruszonym i pokornym, Boże, nie wzgardzisz” (Ps 51,19).

Rzeczywistość jest bardziej złożona niż prosty schemat: „kiedyś ofiary, później duchowość wewnętrzna”. Już w środku kultu ofiarniczego rodzi się głos, który przypomina, że bez nawróconego serca nawet poprawnie złożona ofiara nie spełnia swej funkcji. Nie ma tu jeszcze odrzucenia ofiar jako takich, ale mocne przesunięcie akcentu: to człowiek, a nie zwierzę na ołtarzu, jest sednem sprawy.

Nazirite, dziękczynienie i śluby

Psalmy wspominają także o „ślubach”, które modlący się składa Panu: „Dopełnię ślubów wobec Pana, w obecności całego Jego ludu” (Ps 116,14). Tego typu deklaracje nie były tylko metaforą. Człowiek mógł przyrzec określoną ofiarę, dar do świątyni lub szczególny okres poświęcenia (na wzór nazirejczyków), jeśli Bóg go wybawi.

Słowa psalmu są więc wstępem do bardzo konkretnego działania liturgicznego: po ocaleniu czy uzdrowieniu ktoś wracał do świątyni, składał zapowiedzianą ofiarę, a zarazem publicznie śpiewał lub recytował modlitwę dziękczynienia. Śpiew nie był dodatkiem po fakcie, lecz jednym z istotnych składników tej „odpowiedzi” na Bożą interwencję.

Psalmy w codziennym rytmie świątyni

Poranne i wieczorne ofiary całopalne

Prawo Mojżesza przewidywało codzienną, regularną ofiarę całopalną – rano i wieczorem (por. Wj 29,38–42). Tradycja żydowska łączy z tym rytmem recytację lub śpiew określonych psalmów. Chociaż szczegółowe przypisania znamy głównie z późniejszych źródeł rabinicznych, trudno zakładać, że w czasach Drugiej Świątyni przy ołtarzu panowała „cisza tekstowa”.

Regularna ofiara domagała się regularnej modlitwy. Nie trzeba zakładać, że każdego dnia śpiewano inny psalm według sztywnego grafiku, ale istniały z pewnością zestawy tekstów szczególnie kojarzone z porannym wezwaniem i wieczorną modlitwą. Motywy „o świcie szukam Ciebie” (Ps 63,2) czy „niech moja modlitwa będzie jak kadzidło przed Tobą” (Ps 141,2) wskazują, że świadomość codziennego rytmu świątyni głęboko przenika słowa Psalmu.

„Psalm dnia”: związek między kalendarzem a śpiewem

Późniejsza tradycja zna pojęcie „psalmu dnia” – konkretnego psalmu powiązanego z określonym dniem tygodnia. Choć trudno odtworzyć w szczegółach, jak wyglądało to w każdej fazie historii świątyni, sam fakt takiej praktyki pokazuje, że wspólnota myślała kalendarzem psalmów. Dzień święty, sabat, święta roczne – wszystko to miało swoje charakterystyczne brzmienie.

Mit, że psalmy były wybierane wyłącznie spontanicznie, „jak komu w duszy zagra”, nie trzyma się realiów zorganizowanej służby lewickiej. Owszem, istniała przestrzeń dla osobistych próśb i dziękczynień, ale obok nich funkcjonował ustalony kanon tekstów dla wspólnoty. Psałterz był zarazem modlitewnikiem indywidualnym i oficjalnym śpiewnikiem świątynnym.

Buddyjscy mnisi w pomarańczowych szatach wychodzą z kamiennej świątyni
Źródło: Pexels | Autor: Pixabay

Kontrast i napięcie: śpiew radości i śpiew lamentu

Lament na dziedzińcu świątyni

Wiele osób wyobraża sobie świątynię wyłącznie jako miejsce radości i triumfu. Tymczasem liczne psalmy lamentacyjne wyraźnie zakładają, że płacz, skarga i pytanie „dokądże, Panie?” wybrzmiewają właśnie tam. Modlący się przychodzi „do domu Pana” z chorobą, niesprawiedliwością, doświadczeniem wroga – i krzyczy, czasem bardzo ostro, w obecności Boga.

Psalmy takie jak 13, 22 czy 74 nie są prywatnymi notatkami w dzienniku duchowym, lecz publicznymi tekstami modlitwy. Ktoś, kto stoi obok na dziedzińcu, słyszy słowa rozpaczy i może się do nich dołączyć. Świątynia nie jest sterylnym, wyidealizowanym „miejscem uśmiechu”, lecz przestrzenią, gdzie Bóg słyszy także skargę swojego ludu.

Od lamentu do uwielbienia w ramach jednego obrzędu

Struktura wielu psalmów wskazuje, że lament i uwielbienie nie są dwoma oddzielnymi „gatunkami”, ale często dwiema fazami jednej modlitwy. Psalm zaczyna się od skargi, a kończy dziękczynieniem: „Usłyszał Pan głos mojego błagania” – nawet jeśli, z ludzkiej perspektywy, sytuacja nie zmieniła się jeszcze diametralnie.

Najbardziej naturalne wyjaśnienie zakłada, że tekst odzwierciedla liturgiczny proces: modlący się przychodzi w bólu, zostaje wysłuchany, kapłan ogłasza Boże miłosierdzie lub udziela błogosławieństwa, a wspólnota odpowiada śpiewem uwielbienia. Psalmy „w pigułce” zapisują ten ruch: od nocy do poranka, od pytania „dlaczego?” do wyznania „Pan jest moją mocą i pieśnią”.

Nie oznacza to, że każda historia kończyła się spektakularnym wysłuchaniem. Niekiedy uwielbienie przychodziło „na kredyt” – wspólnota ogłaszała wierność Boga, zanim zobaczyła pełną odmianę losu. Taki śpiew był aktem zaufania, nie tylko reakcją na sukces. Mit, że biblijne uwielbienie jest wyłącznie świętowaniem widocznego zwycięstwa, rozmija się z rzeczywistością: często było ono wypowiadane pośród półmroku, gdy odpowiedź dopiero się zapowiadała.

Ten ruch od lamentu do chwały miał też wymiar pedagogiczny. Izrael uczył się, że ani skarga, ani radość nie są prywatnym towarem wierzącego, lecz sprawą całego ludu. Gdy ktoś przynosił swój ból do świątyni, inni mogli się w niego włączyć; gdy doświadczał wybawienia, jego dziękczynienie także stawało się wspólną pieśnią. Świątynia scalała rozbite doświadczenia jednostek w jedną historię – historię Boga, który słyszy, odpowiada i prowadzi swój lud, nawet jeśli poszczególne etapy są dramatyczne.

Kontrast między lamentem a uwielbieniem nie jest więc znakiem chwiejności wiary, lecz jej dynamiki. Człowiek biblijny nie udawał, że „wszystko gra”, kiedy drżało mu serce; nie czekał też z dziękczynieniem, aż życie będzie idealnie uporządkowane. Mitem jest obraz starotestamentalnego kultu jako zimnej, mechanicznej maszynerii ofiarniczej. Rzeczywistość to pulsująca modlitwa, w której gniew, wstyd, nadzieja i radość spotykają się w jednym miejscu – przed obliczem Pana.

Tak ułożone psalmy zdradzają, jak rozumiano samą świątynię: nie jako magiczny talizman, który gwarantuje bezpieczeństwo, lecz jako przestrzeń szczerego spotkania. Czasem to spotkanie kończyło się tańcem i świętem, czasem – ciszą pośród łez, ale zawsze z przekonaniem, że Bóg „mieszka w chwale Izraela” (Ps 22,4), czyli właśnie w tym śpiewie, który przechodzi od pytania do zaufania.

Gdy spojrzeć na Psałterz w tym świetle, przestaje on być zbiorem oderwanych religijnych wierszy. Staje się zapisem konkretnego życia modlitwy wokół świątyni: pielgrzymek, ofiar, ślubów, codziennej służby i nadzwyczajnych kryzysów. W dymie ofiar, w brzmieniu trąb, w chóralnym śpiewie lewitów i w szeptanej skardze jednostki odsłania się ten sam ruch serca – ku Bogu, który słucha, odpowiada i uczy swój lud śpiewać pośród wszystkiego, co przynosi czas.

Psalmy pielgrzymów: świątynia jako cel drogi

„Pieśni stopni” a realia pielgrzymek

Grupa psalmów 120–134 nosi tytuł „pieśni stopni” (hebr. shir ha-ma‘alot). Tradycyjnie łączy się je z pielgrzymkami do Jerozolimy na święta: Paschę, Pięćdziesiątnicę i Święto Namiotów. Wyobraźnia późniejszych komentatorów widziała w nich śpiew, który rozbrzmiewał, gdy pielgrzymi wspinali się na wzgórza otaczające miasto lub wchodzili po stopniach świątyni.

Nie są to abstrakcyjne medytacje o „wewnętrznej drodze”, ale bardzo namacalny zapis ruchu: od wiosek rozsianych po kraju, od rozproszonych rodzin i plemion – ku jednemu miejscu, gdzie Bóg „wybrał, by tam mieszkało Jego imię” (por. Pwt 12,11). Radość z oglądania murów Jerozolimy, tęsknota za „pokojem dla ciebie” (Ps 122) czy obraz wspólnoty zgromadzonej niczym „olej na głowie Aarona” (Ps 133) nabierają sensu właśnie w kontekście tej fizycznej drogi.

Od rozproszenia do zjednoczenia w śpiewie

Psalmy pielgrzymkowe zakładają konkretną logistykę pielgrzymki: rodziny zbierające się w karawany, marsz w górę, noce spędzane w drodze. Po przybyciu do miasta ton modlitwy wyraźnie się zmienia: z błagalnego wołania o pomoc (Ps 120) do radosnego stwierdzenia: „Uradowałem się, gdy mi powiedziano: «Pójdziemy do domu Pana»” (Ps 122,1).

Mit, że pielgrzymka była wyłącznie prywatnym „aktem pobożności”, pomija wymiar wspólnotowy. Dla wielu Izraelitów był to moment, kiedy zobaczyli w jednym miejscu swój lud, kapłanów, lewitów, króla (w czasach monarchii) – i usłyszeli psalmy, których na co dzień może nie śpiewano w wiejskiej synagodze. Śpiew pełnił funkcję „cementu”, który scalał różne doświadczenia prowincji w jedną opowieść o Bogu Izraela.

Emocjonalna mapa pielgrzyma

W tych krótkich psalmach mieści się całe spektrum nastrojów: od lęku przed wrogami (Ps 120,121), przez znużenie drogą, aż po zachwyt świątynią i Jerozolimą. Nie jest to więc idealizowany obraz „pobożnej wycieczki”, ale raczej duchowy dziennik pielgrzyma, którego kolana bolą, który boi się nocnych niebezpieczeństw, a jednocześnie coraz mocniej pragnie „oglądać oblicze Boga” w świątyni.

Kiedy ktoś dziś czyta te psalmy w fotelu, łatwo zgubić ich pierwotny nerw. W ustach ludzi, którzy dzień po dniu wspinali się do miasta, były one jak refreny podtrzymujące rytm marszu – a jednocześnie zapowiedź przyszłego śpiewu przed obliczem Pana. Liturgia świątyni zaczynała się długo przed przekroczeniem jej bram: w drodze, w powtarzaniu tych samych wersetów, w podnoszeniu wzroku ku górom, „skąd przyjdzie pomoc” (Ps 121,1).

Lewici, instrumenty i porządek muzyczny świątyni

Muzycy z pokolenia Lewiego

Opis służby lewickiej w Księgach Kronik pokazuje, że muzyka w świątyni była zadaniem powierzonym konkretnej grupie: śpiewakom i instrumentalistom wywodzącym się z rodów lewickich (por. 1 Krn 15–16; 25). Mieli oni wyznaczone dyżury, rodzaje zadań, a nawet swoiste „szkoły muzyczne” przekazywane z pokolenia na pokolenie.

Mitem jest wyobrażenie, że każdy, kto miał ochotę, mógł podejść bliżej ołtarza i zaintonować swój ulubiony psalm. Spontaniczność miała miejsce, ale w określonych ramach. Oficjalny śpiew świątynny wymagał przygotowania, znajomości tekstu, melodii i sygnałów dawanych przez trąby kapłańskie. Lewici byli czymś w rodzaju połączenia chóru, orkiestry i „liturgicznej straży”, pilnującej, by modlitwa ludu była uporządkowana, a nie chaotyczna.

Instrumenty a rodzaj ofiary

W opisach świątyni pojawia się kilka podstawowych instrumentów: cymbały, harfy, cytry, trąby, czasem bębny i flety. Ich użycie nie było przypadkowe. Niektóre z nich towarzyszyły radosnym procesjom (np. przy wprowadzeniu Arki, 2 Sm 6), inne – bardziej uroczystym aktom kultu.

Psalmów nie można więc wyobrażać sobie wyłącznie jako „cichej recytacji”. Przy wielkich świętach czy przy składaniu ważniejszych ofiar (np. ofiary pokoju, dziękczynienia) śpiew mieszał się z brzmieniem trąb i strun. Z kolei w chwilach skruchy czy narodowej żałoby mógł dominować prosty, niemal monotoniczny śpiew bez bogatej oprawy muzycznej. Typ ofiary kształtował brzmienie modlitwy – i odwrotnie.

Porządek, a nie hałas religijny

Niektóre współczesne wyobrażenia robią ze świątyni coś w rodzaju targowiska pobożności: każdy mówi, co chce, śpiewa, jak chce, dźwięki nakładają się bez ładu. Tymczasem ślady w tekście Pisma mówią raczej o przemyślanym porządku muzycznym. Byli odpowiedzialni za rozpoczęcie śpiewu (np. Asaf, Heman, Jedutun), istniały ustalone psalmy do śpiewu przy Arce, przy ofierze całopalnej, przy poświęceniu murów.

Taki porządek nie zabijał spontaniczności, lecz ją kanalizował. Kiedy jakaś rodzina przychodziła ze swoją ofiarą dziękczynną, mogła zainicjować własną modlitwę, ale robiła to w kontekście większej całości. Podobnie dziś: ktoś może przynieść osobistą intencję na liturgię, lecz włącza ją w ramy wspólnotowego śpiewu. Świątynna muzyka nie była więc koncertem ani zbiorem solowych występów, lecz służbą na rzecz całego ludu.

Kolorowa wieża gopuram hinduskiej świątyni w Salem na tle błękitnego nieba
Źródło: Pexels | Autor: PRAKASAM R

Prorocka krytyka kultu a rola psalmów

Kiedy śpiew staje się fałszywy

Prorocy tacy jak Amos, Izajasz czy Micheasz ostro krytykują kult, który nie idzie w parze ze sprawiedliwością: „Precz ode Mnie z wrzawą twoich pieśni, nie chcę słyszeć brzmienia twoich harf” (Am 5,23). Nie chodzi im o sam śpiew czy instrumenty, lecz o rozdźwięk między świątynną liturgią a codziennym życiem. Tam, gdzie krew na ołtarzu nie idzie w parze z troską o uciśnionego, a dziękczynny psalm z uczciwością w handlu, liturgia staje się karykaturą.

Ten kontekst dobrze tłumaczy ostry ton niektórych psalmów pokutnych i wspólnotowych. Lament nad zburzeniem świątyni (Ps 74,79) czy wyznanie winy narodowej (Ps 106) rezonują z głosami proroków. Śpiew w świątyni nie był więc grubą kołdrą, którą można było przykryć systemową niesprawiedliwość. Biblia sama demaskuje taki mit: Bóg nie jest „uzależniony” od ofiar i muzyki, może „zamknąć niebiosa” nad świątynią, jeśli jego lud uparcie odrzuca Prawo.

Psalmy jako wewnętrzne nawrócenie kultu

W tym sensie psalmy stają się narzędziem odnowy, a nie tylko utrwalania schematów. Gdy modlitwa mówi: „zmiłuj się nade mną, Boże, w swojej łaskawości” (Ps 51) lub „nie nas, Panie, nie nas, lecz Twemu imieniu daj chwałę” (Ps 115,1), odsłania się w niej krytyczna autorefleksja ludu. To śpiew, który potrafi nazwać własną obłudę, wołać o oczyszczenie, a nie tylko zachwycać się pięknem świątynnej ceremonii.

Mit, że starotestamentalny kult był „głuchy” na duchowość wewnętrzną, nie wytrzymuje zderzenia z tymi tekstami. W samym centrum świątynnego śpiewnika znajdują się słowa, które podważają fałszywe poczucie bezpieczeństwa: „Jeśli Pan domu nie zbuduje, na próżno się trudzą ci, którzy go wznoszą” (Ps 127,1). Świątynia nie była gwarancją automatycznej akceptacji; raczej miejscem, gdzie lud miał się poddać sądowi i miłosierdziu Boga.

Świątynia zburzona, śpiew pozostaje

Trauma zniszczenia i modlitwa „bez domu”

Zburzenie Jerozolimy i świątyni w VI wieku przed Chr. postawiło przed Izraelem dramatyczne pytanie: jak modlić się bez ofiar, bez ołtarza, bez miejsca, które dotąd było centrum religijnego życia? Psalmy, które powstają w tym kontekście lub są później tak odczytywane, stają się odpowiedzią. Psalm 137, ze swoim wstrząsającym obrazem „nad rzekami Babilonu”, pokazuje rozdarcie między tęsknotą za świątynią a poczuciem, że śpiew w obcej ziemi jest niemal zdradą.

Mimo to śpiew nie milknie. Zmienia się jedynie jego lokalizacja: z dziedzińców świątyni na domy, miejsca zgromadzeń, a z czasem – na synagogi. Teksty, które kiedyś brzmiały przede wszystkim przy ołtarzu, stają się modlitwą wspólnoty w diasporze. Ofiara krwi ustaje, ale „ofiara warg” (por. Oz 14,3) nabiera nowej intensywności.

Psałterz jako ruchoma świątynia

W tym okresie szczególnie wyraźnie widać, że Psałterz działa jak ruchoma świątynia. Kto ma przy sobie te teksty – czy to w formie zwoju, czy w pamięci – niesie w sobie echo dawnych ceremonii. Formuły „wejdźmy w Jego bramy z dziękczynieniem” (Ps 100,4) albo „jak miłe są Twoje przybytki” (Ps 84,2) zaczynają brzmieć niemal paradoksalnie, gdy bram i przybytków już nie ma. A jednak ich recytacja staje się formą oczekiwania, modlitwą o odbudowę i jednocześnie sposobem zachowania tożsamości.

Mit, że razem ze świątynią „umarł” starotestamentalny kult, jest więc uproszczeniem. Jego rdzeń – relacja z Bogiem wyrażana przez śpiew, dziękczynienie, lament i uwielbienie – został przeniesiony do innych przestrzeni. Zmieniła się topografia, ale nie zasadnicza dynamika modlitwy. Psałterz przestaje być wyłącznie śpiewnikiem świątynnym, stając się także modlitewnikiem wygnańców.

Psalmy królewskie i mesjański wymiar świątyni

Król jako liturgiczny reprezentant ludu

W psalmach królewskich (np. 2, 72, 110) świątynia jest sceną, na której rozgrywa się nie tylko dramat jednostkowego pobożnego Izraelity, lecz także dramat dziejów całego ludu. Król – niezależnie od tego, czy chodzi o konkretnego władcę, czy idealizowany obraz – staje przed Bogiem jako reprezentant narodu. Jego modlitwa o mądrość, sprawiedliwość, zwycięstwo nad wrogami lub przebaczenie grzechów ma wymiar publiczny.

Nietrudno wyobrazić sobie, że recytacja takich psalmów towarzyszyła ceremoniom w świątyni: intronizacji, odnowieniu przymierza, modlitwom o deszcz czy o ocalenie przed najazdem. Gdy król modlił się lub śpiewał w imieniu ludu, nie był „gwiazdą wieczoru”, lecz jednym z elementów liturgicznej całości: kapłani składali ofiary, lewici śpiewali, lud odpowiadał aklamacjami.

Od króla ziemskiego do nadziei mesjańskiej

Upadek monarchii i katastrofa wygnania sprawiają, że psalmy królewskie zaczynają być odczytywane szerzej niż tylko jako modlitwy kolejnych władców. Obietnice o królu, który będzie panował „od morza do morza” (Ps 72,8), nie pasują do skromnych realiów nielicznych powracających z niewoli. Wspólnota przenosi je więc w sferę nadziei: oczekiwania na przyszłego Pomazańca, przez którego Bóg na nowo zgromadzi swój lud wokół świątyni – odnowionej lub przemienionej.

W tym kluczu świątynia staje się nie tylko miejscem aktualnego kultu, ale także znakiem czegoś większego. Śpiew w jej murach nabiera eschatologicznego tonu: nie tylko opowiada o tym, co Bóg już uczynił, lecz także wybiega ku temu, co zapowiedział. Psalmy, dotąd związane z bardzo konkretnymi ceremoniami dworskimi, zaczynają rezonować jako zapowiedź przyszłego królestwa sprawiedliwości i pokoju, którego centrum kultowe może przekraczać mury samej Jerozolimy.

Między świątynią a domem: psalmy w życiu codziennym

Domowy rezonans śpiewu świątynnego

Choć świątynia była główną sceną liturgiczną, wiele psalmów zakłada, że ich echo brzmi także w domach, polach, warsztatach. Motywy błogosławienia Boga „od wschodu słońca aż do zachodu” (Ps 113,3) czy wychowywania dzieci w bojaźni Pańskiej (Ps 78) sugerują, że śpiew znany ze świątyni przenikał codzienność. Dziecko, które po raz pierwszy przychodziło do Jerozolimy, już wcześniej znało fragmenty psalmów – zasłyszane w domu, przy pracy, przy wieczornym posiłku.

Przenikanie świątynnego śpiewu do życia codziennego rozbija kolejny stereotyp: jakoby religia Izraela była zamknięta w murach sanktuarium i uruchamiała się tylko przy wielkich świętach. Teksty psalmów zakładają coś przeciwnego – że rolnik, rzemieślnik czy matka wychowująca dzieci zna słowa, które kiedyś rozbrzmiewały przy ołtarzu, i włącza je w rytm pracy, świętowania, żałoby. Psałterz, choć uformowany w kontekście świątyni, w praktyce funkcjonuje jak podręczny „zestaw modlitw” na różne sytuacje dnia powszedniego.

Wyobraźmy sobie rodzinę, która raz w roku pielgrzymuje do Jerozolimy z jedną z pieśni stopni (Ps 120–134) na ustach. Dzieci uczą się refrenu w drodze, słyszą go później w świątyni, a po powrocie do domu nucą przy pracy. W ten sposób przestrzeń domowa zostaje włączona w szerszy krwiobieg kultu. Mit głoszący, że „prawdziwe” modlitwy to tylko te złożone w świątyni, traci grunt: to, co święte, nie jest przywiązane na stałe do kamiennych murów, lecz krąży wraz ze słowem i melodią.

Ten domowy rezonans ma też wymiar wychowawczy. Psalmy opowiadają o dziełach Boga, o wierności i upadkach przodków, o nagrodzie za ufność i konsekwencjach buntu. Gdy są śpiewane przy posiłku czy w czasie odpoczynku, stają się nieformalną katechezą. Dziecko chłonie historię własnego ludu nie tylko z opowieści, lecz także z pieśni, w których uczy się reagować na powodzenie dziękczynieniem, na porażkę – lamentem, a na grzech – skruchą. Tak formuje się wrażliwość, która później rozpoznaje w liturgii świątynnej coś swojskiego, a nie obcy rytuał.

W rezultacie granica między „kultem” a „życiem” okazuje się znacznie cieńsza, niż podsuwa to popularny obraz „religii świątynnej”. Psalm może być zarówno oficjalnym śpiewem przy ofierze, jak i półszeptem człowieka, który wraca zmęczony z pola. Ten sam tekst żyje w dwóch rejestrach: jako element ściśle określonego obrzędu i jako spontaniczna modlitwa, która wypływa z pamięci w chwili radości lub lęku. Właśnie ta podwójność sprawia, że Psałterz przetrwał zburzenie świątyni, zmiany polityczne i kulturowe – bo od początku był czymś więcej niż tylko „oficjalnym śpiewnikiem” kapłańskiej elity.

Obraz psalmów osadzonych w świątyni, ofiarach i śpiewie pokazuje religię Izraela jako żywą sieć zależności: między kapłanem a ludem, tronem a ołtarzem, domem a sanktuarium, radością święta a krzykiem cierpienia. Mit o zimnym rytualizmie ustępuje przed bardziej złożoną rzeczywistością – gdzie muzyka, krew ofiar, prorocka krytyka i codzienna modlitwa splatają się w jedną historię szukania Boga pośród bardzo konkretnych dziejów i bardzo realnego świata.

Poprzedni artykułBezpieczne zabawki dla niemowląt: jak wybierać akcesoria wspierające rozwój dziecka
Następny artykułPsalmy na nabożeństwo dziękczynne
Danuta Zieliński
Katechetka z wieloletnim doświadczeniem w pracy z dziećmi i młodzieżą, dla których Psalmy stały się pierwszym spotkaniem z modlitwą Słowem Bożym. Na Psalmy.pl przygotowuje materiały pomagające rodzicom i wychowawcom wprowadzać młodszych w świat Biblii. W swoich tekstach łączy prosty język z solidnym zapleczem teologicznym, korzystając z podręczników katechetycznych, komentarzy biblijnych i wskazań duszpasterskich. Każdą propozycję modlitwy czy pracy z tekstem testuje w praktyce szkolnej lub parafialnej. Dba o bezpieczeństwo treści, unikając przekazów mogących budzić lęk u dzieci.